Karkonosze 30.06 - 03.07.2011

To co udało się zapamiętać z wyjazdów
Post Reply
User avatar
Zły Marcin
Siwy Chuj
Posts: 4180
Joined: Wednesday, 28 March 2012, 13:12
Location: z rynsztoka
Contact:

Karkonosze 30.06 - 03.07.2011

Post by Zły Marcin »

Pierwszy forumowy wyjazd weteranów
skład: Kuba, Radecki, Marcin

Czwartek "mało miłe złego początki"
Leje cały dzień od rana, zaraz po pracy (18ta, hehe) ruszamy do Karpacza a przez całą drogę ulewa taka że autem rzuca, plan był taki żeby wejść do Domu Śląskiego zostawić bety i jeszcze w nocy skoczyć na Śnieżkę, ale ja przyznam obawiałem się mocno takiego rozwoju sytuacji, po drodze ustalamy że zostawimy auto pod Wangiem i zdecydujemy co dalej (czyli klasycznie - na żywioł! to nas jeszcze nigdy nie zawiodło, hehe) czy zostajemy w Karpaczu i rano albo atakujemy, albo przy złej pogodzie pokonani wracamy do chaty czy może (taką nadzieje ale pewnie nikłą mieli wszyscy) uda się wejść gdzieś jeszcze dziś. Do 20ej zajeżdżamy pod Wang na parking, cicho pusto, mgiełka, chłodek (ostatni dzień czerwca!) co najważniejsze NIE PADA, patrzymy na siebie, nieśmiałe - to co? ruszamy? i po minucie jesteśmy gotowi do drogi - został jeden problem - nie mamy noclegu.
Image
Dzwonimy do Samotni, nikt nie podnosi, to samo w DŚ, w końcu za drugim razem w Strzesze ktoś odpowiada i mówi że zaczeka na nas (z kolacją?). Auto zostaje samotne na parkingu a my ruszamy Image i już jest wesoło.Dajemy mocno z krzyża i w wiacie NA POLANIE jestem prawie ugotowany, siadamy, leci pierwsze piwko, zaczyna mżyć i ściemnia się.
Image
K. 22ej już w ciemnościach jesteśmy w Strzesze, przy wejściu mijamy na fajce chyba całą obsługę nieźle rozimprezowaną. Typ daje nam klucze do pokoju i zabiera dowody z zastrzeżeniem że odbierzemy je sobie dopiero rano bo jest już późno, on skończył pracę i powinniśmy tak w ogóle być wdzięczni że nas nocuje. Ze zdziwieniem otwiera przepite oko na naszą sugestie że my rano O CZWARTEJ chcieliśmy wyjść...nie ma rady do ósmej jesteśmy udupieni - kupujemy więc za 8zeta parę Dębowych Mocnych w puszce i leziemy do pokoju który okazuje się jakimś obskurwiałym tunelem obitym paździerzową płytą, tam jemy kiełbę, pijemy cycrynówkie i te pyszne dębowe (nie wszyscy co okaże się później) a na dobranoc jak wyłączam światło pękają nam oczy 8-)

Piątek 'w senniku egipskim napisane - nie wypijesz nigdy czeskiego piwa w polskim schronisku na granicy"
Poranek bez kaca, przez okno widać że zawiewa ale PRZESTAŁO PADAĆ, w schronisku pewnie poza nami i służbą żywego ducha nie ma. Toaleta (prysznic kurwa na kluczyk zamykany tylko dla szlachty :x ) kanapka z pasztetem, odbieramy dokumenty, patrzymy na ekran z pogodą i wyłazimy. 8ma godzina i plan żeby przez Śnieżkę zejść do Czech i dopyrać do Odrodzenia. Do DŚ Image idzie się nieźle przez chwilę nawet zza chmur widać w dole Karpacz. Czuję że mam kurewsko ciężki plecak, ale przynajmniej nie mam kaca! przed schroniskiem mgła, na kamiennej drodze na Równi pod Snieżką naImagemija nas auto pełne ludzi którzy jakoś tak dziwnie na nas patrzą. Dochodzimy do DŚ, stukamy...pusto, zamknięte. Zaczyna wiać. Zakładamy wszystko co kto ma, pierwszy lipca a my w czapkach i rękawiczkach, dyskutujemy że w samochodzie po drodze pewnie na dół zjeżdżała obsługa schroniska.
Image
Ruszamy dalejImage na Śnieżkę. Noooo i tu rozpętuje się piekło, nie pamiętam w ciepłych miesiącach takich warunków, mgła, zimno i cholernie,diabelnie silny wiatr miotający na szczęście bardziej w stronę nasypu z kamieni na szlaku a nie na lewo w przepaść. Trzymam się tych pieprzonych łańcuchów ale i tak jest potwornie ciężko - z plecakiem ważę pod 100 kilo a miota mną co chwilę jak latawcem. Wiatr zrywa mi pokrowiec z plecaka, reszta ekipy znika z przodu i czasem gdzieś tylko na zakosach widzę majaczącą przed sobą w górze postać. Na pierwszej platformie widokowej spotykamy pierwszych turystów - grupka typków w krótkich gaciach zbiega wesoło z góry, ehhh. Od czasu do czasu sypie lekki grad...chcieliśmy tu wchodzić w nocy "po widoki" no ładnie, dobrze że teraz widać nie dalej niż na 15m.
Image
Wreszcie jakoś udaje mi się wdrapać na górę a panowie już zniecierpliwieni czekają - schronisko oczywiście zamknięte :evil: . Złazimy za kaplicą na Image i zaraz na Image na odcinek Drogi Jubileuszowej, nie pada i wieje mniej ale za to nic nie widać w dodatku źle spojrzeliśmy na mapę i wydaje nam się że źle idziemy bo przecież miały być Czechy!.Przed DŚ odbijamy naImage i przez Przełęcz pod Śnieżką idziemy równo z granicą.To bardzo fajny odcinek po płaskim przez torfowisko: drewniane rampy i mostki wkoło karkonoska tundra i mgła.
Image
Pogoda się lekko uspokoiła, dalej chłodek ale w końcu wiatr odpuścił, ciesze się w duchu że mnie gdzieś nie pizneło w przepaść na tej Śnieżce, wssysamy batony i chyba przed 11tą dochodzimy do Lucni Boudy. W środku szok kulturowy w porównaniu do tego co było w SA, od razu Budveiser w ramach śniadania oczywiście, a na deser kawka...Nie ma południa jeszcze a najtrudniejszy odcinek zaplanowany na ten dzień mamy zdaje się za sobą. Wynajdujemy w schronisku w którym oczywiście (po piwerkach) wszystko nam się zajebiście podoba na ścianie jakiś reportarz ze zdjęciami trupów przysypanych w lawinie (jak będziemy tu w styczniu - trupy będą miały wydrapane czymś ostrym twarze, hehe).
Image
Z Lucni dalej Image Szlakiem Webera doliną Białej Łaby (Důl Bílého Labe) schodzimy ciągle niżej baaardzo malowniczą ściechą, po prawej stronie widać grań polskich Karkonoszy a w dole płynie sobie Biała Łaba i co chwile jakiś wodospadzik, przełom a czasem ze szczytów widać jak spływają potoki, ktoś mówi ale tu fajnie a ja powtarzam tylko jak głupi no zajebiście, ale tu zajebiście, heheh, brakło mi słów no.Jeden chyba z piękniejszych odcinków w Karkonoszach i jak gdzieś czytałem jeden ze starszych szlaków, zamykany niestety zimą. Odwracamy się jeszcze na chwile za siebie w kierunku...no tak, kurwa, nagle rozwiały się chmury i widać Śnieżkę w całej okazałości, uśmiechamy się tylko smutno a Kuba pracuje - w 15 minut odbiera z pięć telefonów, hehe.
Image
Image
Po drodze spotykamy nie więcej niż cztery osoby a ja ciesze się że idziemy jednak w dól a nie w górę po tych wielkich kamiennych płytach. Po mniej więcej 1.5h podchodzimy do U Bileho Labe - schroniska nad rzeką, jesteśmy stosunkowo nisko a między drzewami majaczy w oddali Spindlerovy Mlyn (chyba) i jakieś wygolone pod stoki narciarskie górki. W boudzie zamawiamy po Staropramenie i po UTOPENCU, rozpogodziło się zupełnie, przyplątał się nawet jakiś kot. Potem żałuje że nie wzięliśmy nic z wędzarni, koleś proponował nam kiełby i szynki świeżo wędzone na naszych oczach.
Ruszamy Image dalej przez drewniane mostki przy schronisku i za godzinkę jesteśmy pod Przełęcza Karkonoską od czeskiej strony. W pierwszym barze zasiadamy od razu na dwa Gambrinusy (ten dzień będzie w ogóle zniszczeniem jeśli chodzi o ilość czeskiego napoju :lol: ) w menu jest tez "kawa a likier grzybowy" ale nie ryzykujemy. Potem zbieramy się z dwieście metrów w górę i meldujemy się w Odrodzeniu (naczytałem się że to najgorsze schronisko w Karkonoszach - byłem trochę zdziwiony po tym co widzieliśmy w SA że może być gdzieś jeszcze gorzej...na szczęście nie było) sprawdzamy co mają w ofercie - żarcie ok, ale NIE MA czeskiego piwa - a do granicy 50m...dno normalnie, zostawiamy bety i cóż było robić - biegniemy jak na skrzydłach z powrotem w dół ku czeskim barom, hehe. Jest wcześnie i poza zwiedzaniem barów nie mamy nic lepszego do roboty.
Po południu trafiamy na piwa i obiad z przystawką do hospody Pod Małym Sisiakiem, gdzie czescy emeryci schodzą na posiłek, wypijamy morze piw, obsługuje nas starszy Oberst w klapkach i skarpecie i jest kurwa jak w raju (mimo że sisiak mały). Zaczynam się trochę sromać co będzie jutro? - do przejścia hektar, część Karkonoszy i początek Izerów w dodatku część drogi szczytami.
Wieczorem siedzimy jeszcze przed Odrodzeniem chwilę, patrzymy na wielka górę która wystaje nad horyzont (mam nadzieje że nie trzeba będzie się tam wspinać) pogoda niby dobra ale szybko robi się diabelnie zimno, w środku po partyjce ping-ponga przegapiamy zamknięcie baru, na szczęście Kuba lituje się nade mną i Radeckim wyciąga DĘBOWE MOCNE targane ze SA, dopijamy i 22.30 idziemy spać jak koty (jeszcze tylko Kuba jak oszalały lata po całym schronisku w samym ręczniku kompletnie nie wiem o co mu wtedy chodziło :lol: )W nocy niemiłosiernie wyje za oknem (inżynier Misiu mi pisał że tam niby straszy czy coś) a Radek naprawia drzwi przy pomocy worka foliowego, wot inżynier!

Sobota "jesteś harcerzem TO IDŹ SPAĆ!"
Na śniadanie wciskamy zupę z baru i kawę, kupujemy wodę i ruszamy przed dziewiąta naImage Główny Szlak Sudecki w kierunku Hali Szrenickiej. Od razu asfaltem ostre podejście pod Petrovą Boudę, schronisko co prawda zamknięte ale robimy popas na betonowej platformie pod. Patrzymy na chmury i na Odrodzenie które jest już dobry kawałek od nas. (Dokładnie za miesiąc Petrova Bouda pójdzie cała z dymem, ale wtedy tego jeszcze nie wiemy :roll: ).
Image
Dalej w górę, przez Śląskie i Czeskie Kamienie,
Image
krajobraz dziczeje, weszliśmy ponad poziom drzew, wkoło szczyty, skalne bloki i charakterystyczny, dziwny żółty osad na kamieniach. Zmęczenie daje sie we znaki, zostaje na podejściach trochę z tyłu, śle esemesiki i ciesze się że nie wchodzimy drugi raz na Śnieżkę.
Niestety duża góra widziana wczoraj zaczęła rosnąć przed oczami a mapa bezlitośnie pokazuje że to Duży Szyszak i że szlak obchodzi prawą stroną tylko sam szczyt. Niech będzie, w górze znów zaczyna wiać. Przed nami przynajmniej już widać bardzo charakterystyczny przekaźnik na Śnieżnych Kotłach a na prawo od niego w oddali Izery i zbocze z piaskowo-żółtą Kopalnią Stanisław.
Obchodząc Szyszaka znów po wielkich stromych blokach spotykamy pędzącego w dół chudziutkiego typka w letnim stroju do biegania, a ja w polarze, kangurce i czapce...pukam się w dynie w myślach...bogatemu wszystko wolno. Dochodzimy do przekaźnika na Śnieżnych Kotłach, fajne miejsce w którym nigdy jeszcze nie byłem.
Image
Wcinamy batony, chmury przesłaniają słońce, zaczyna kropić. Następny odcinek już przyjemny, jesteśmy dość wysoko ale na równinie, ciekawie zerkamy na czeska stronę, na Łabskim Szczycie pojawiają się nawet jakieś grupki turystów a po prawej stronie majaczy Szrenica. Postanawiamy ominąć schronisko na Szrenicy i zaraz podchodzimy do drugiego Na Hali Szrenickiej, wbiegamy do budynku na zewnątrz zaczyna się pompa.
Bierzemy herbatę, kawę i piwko (niestety jakaś obskura w typie Lecha) biegamy po całej sali w poszukiwaniu kontaktów do podładowania telefonów. Po mału schodzą się ludzie bo coraz bardziej leje na zewnątrz. Sięgam po prąd z piersiówki, siedzi się fajnie a przed nami jeszcze połowa drogi :?
Szybka decyzja, nie ma co się mazać, nie wygląda na to że przestanie padać (kiedykolwiek 8-) ) IDZIEMY dalej. Radecki wyciąga poliestrowe peleryny przeciwdeszczowe dla siebie i dla mnie, Kuba zakłada sztormiak, ludzie w schronisku patrzą na nasze przygotowania z mieszaniną zdziwienia i przerażenia. Wychodzimy na Image w dół w kierunku Jakuszyc. Na powitanie przejście sporej podmokłej łąki i zaraz wchodzimy do lasu. Leje nieprzerwanie, ślizgamy się, przechodzimy przez porozwalane drewniane mostki, brodzimy po kostki w błocie.W pewnym momencie na szlaku wielkie jezioro, obchodzimy je z lewej lasem ale nie ma możliwości żeby wrócić na szlak, jest cały rozjechany trakiem albo traktorem, w dole płynie nim strumyk. Brniemy bokiem, w butach chlupie, co chwilę trzeba przeskakiwać kolejne potoki. W pewnym momencie zatrzymujemy się jakby nigdy nic na środku "traktu" stoimy chwilę, opróżniamy piersiówkę z prądu, gadamy...a z nieba wiadra wody :lol: wszystko nam już jedno. Od pasa w dół jestem przemoczony - w górę: przepocony. Po ok.1.5h tej zabawy wychodzimy w końcu z lasu pomiędzy domami w Jakuszycach na asfalt w kierunku byłego przejścia granicznego. Chwile odpoczywamy od tego mokrego koszmaru na stacji benzynowej, jak tylko trochę odtajałem od razu zaczęło być zimno, buty namoknięte, ciężkie jak jasna cholera, mięśnie bolą...Ruszamy dalej, naPrzełęczy Jakuszyckiej odbijamy w prawo,Image przełazimy przez tory i dalej w las
...jesteśmy w Izerach :P
Chyba pada mniej co z tego jak z nóg padamy. Wleczemy się zdziwieni przez "samolot" dziwne miejsce, prosta jak strzała ponad kilometrowa droga przez las gdzie schodzi się z jednej górki i podchodzi pod drugą ale wcale nie czuje się różnicy poziomów (ciężko to opisać, trzeba zobaczyć),
Image

po 1.40min. (chyba) mijamy mostek na Izerze i wpadamy na polankę przed Orle, piękne uczucie, żyjemy!
Wchodzimy do budynku schroniska, Radek idzie do baru/recepcji, z Kubą ściągamy mokre plecaki przeciwdeszczówki w korytarzu. Podchodzę do Radka który jak gdyby nigdy nic mówi że "nie wiadomo czy są wolne miejsca, poszła sprawdzić"...w sumie mam to w dupie bo wiem że żywego mnie stąd nie wyrzucą do lasu na ten deszcz, nie dadzą rady!
Są miejsca!, zostawiamy dokumenty, patrzymy łapczywie na piwa nad barem i palący się kominek obok. Śpimy w budynku starej niemieckiej strażnicy obok, prowadzi nas koleś któremu pomagamy nieść odkurzacz, humory wracają jest zajebicho. Pokoik równie zajebisty, rozkładamy się szybko i szybko też zaczyna strasznie śmierdzieć. Prysznic, suche ciuchy. Ruszamy na obiad i piwko do budynku schroniska, dalej kropi...
Co było dalej nie chce mi się opisywać bo i tak nikt nie uwierzy, normalnie graliśmy w filmie Lyncha! :lol:

Niedziela
Wstaję na ciężkim kacu, oporządzamy się, dziewczyny też już się kręcą ktoś mówi że chrapałem (no ciekawe, akurat!) za oknem oczywiście szaro-leje, idziemy do Schroniska na śniadanie, zamawiamy jajówe i kawę. Radecki pisze sms do Bartka żeby sprawdził nam pks z Jakuszyc bo nici z dalszego rajdowania w taka pogodę. Zanim jajka się zrobią przychodzi wiadomość - jedyny pks jedzie z Przełęczy Jakuszyckiej za godzinę i dwadzieścia minut, dziżaskurwajapierdolę :!: . W pięć minut znika żarcie ze stołów, pędzimy do pokoju, szybkie pakowanie, mokre buty na nogi i biegiemImage w las.
Nie mamy nic do picia, nogi nie chcą iść, zmęczenie i kac a do tego ta jebana jajecznica pcha się do gardła i chce wyskoczyć. Jakoś udaje nam się zdążyć na czas, ale to już wysiłek skrajny, kupić jeszcze parę butelek wody w barze przy szosie. Pekaes wlecze się przez Szklarską do Jeleniej, wysiadamy gdzieś w mieście i zaraz przesiadamy się na busa do Karpacza którym jedziemy bez sensu trochę prawie do Bierutowic, zamiast poprosić żeby nas wysadził pod Wangiem. Dowlekamy się na parking, auto całe i zdrowe!
...i tyle
uff :mrgreen:
Last edited by Zły Marcin on Wednesday, 11 April 2012, 07:31, edited 9 times in total.
⚡ ☠ OGNIOMISTRZ ☠ ⚡
CHUJ CI W DUPIE CHODZI!
User avatar
Zły Marcin
Siwy Chuj
Posts: 4180
Joined: Wednesday, 28 March 2012, 13:12
Location: z rynsztoka
Contact:

Re: Karkonosze 30.06 - 03.07.2011

Post by Zły Marcin »

link do galerii z wyjazdu
>>KLIK!<<
⚡ ☠ OGNIOMISTRZ ☠ ⚡
CHUJ CI W DUPIE CHODZI!
User avatar
Radecki
Tadziu
Posts: 1345
Joined: Wednesday, 28 March 2012, 12:59

Re: Karkonosze 30.06 - 03.07.2011

Post by Radecki »

I kto by pomyślał, że Ty aż tyle z tego wyjazdu zapamiętałeś ;-)
Spać Pojeby
User avatar
Zły Marcin
Siwy Chuj
Posts: 4180
Joined: Wednesday, 28 March 2012, 13:12
Location: z rynsztoka
Contact:

Re: Karkonosze 30.06 - 03.07.2011

Post by Zły Marcin »

świeże powietrze i czeski napitek podziałały jak utrwalacz
w sumie pamiętam więcej z sierpnia zeszłego roku niż ze stycznia tego :|
⚡ ☠ OGNIOMISTRZ ☠ ⚡
CHUJ CI W DUPIE CHODZI!
Post Reply

Return to “Relacje z wyjazdów (temat otwarty)”