Izery 20.07-22.07.2012

To co udało się zapamiętać z wyjazdów
Post Reply
User avatar
Zły Marcin
Siwy Chuj
Posts: 4180
Joined: Wednesday, 28 March 2012, 13:12
Location: z rynsztoka
Contact:

Izery 20.07-22.07.2012

Post by Zły Marcin »

No dobra...

Izery
Kiedy: 20.07(piątek)-22.07.(niedziela)
Kto: Marcin, Przemek, Radek
Jak: (z buta, a niby kurwa jak inaczej?) Polana Jakuszycka> Hala Izerska>Stóg>Smerk>Hejnice>Frydlanskie Cimburi>Kristianov>Na Cihadle>Smedava>Izerka>Orle>Polana Jakuszycka

***
20.07
Bigos z ogórkiem raz!

Szósta wyprawa, po roku wracamy w Izery. W lipcu 2011 zlało nas tak skutecznie że z Orla uciekliśmy z płaczem i niestrawioną jajówą w przełyku raniutko do domu i teraz chcemy dokończyć dzieła zniszczenia.
Meldujemy się wieczorkiem na Polanie Jakuszyckiej i zostawiamy auto na płatnym parkingu przy hotelu po lewej stronie szosy (dychacz za dobę) szybki przepak, piwerko (czecie) do łapy i już jesteśmy na Image w kierunku Orla.
Jest dosyć ciepło, po pierwszych 700m oczywiście zadyszka, dochodzimy na SAMOLOT.
Image
Tradycyjna dyskusja czy idziemy bardziej w dół czy w górę, łyczek piwka, niebo zaczyna szarzeć. Droga specjalnie się nie dłuży tym bardziej że i tematów do dyskusji sporo, po godzince wypadamy z lasu na polanę przed schroniskiem. Parę osób siedzi na ławkach przed, dziewczyny zapraszają nas nawet na kolację, pytamy jednak najpierw o nocleg i ktoś odsyła nas nieopodal - do jednego z dwóch byłych budynków Pograniczników gdzie siedzący na progu gość głupio pyta trzech rosłych facetów „ - czy Państwo Mucha?”…kretyn…
Rozkładamy się w pokoiku (czwórka z WŁASNĄ łazieneczką, a co! Się gra się ma!) za 4y paki od głowy. Wracamy do Orla, w środku niestety puściutko, w kominku nie napalone. Niestety klimat z zeszłego roku się nie zachował, musimy wypracować go od nowa.
Image
Zamawiamy 10 pękatych buteleczek Czarnkowa i dodatkowo bigos (dla Przemka oczywiście po PAŃSKU – z ogórkiem, :D ).
Resztę wieczoru spędzamy we wiacie przed schroniskiem bo kropi,
Image
jak zaczyna mocniej pizgać uciekamy do pokoju gdzie pęka cytrynówka i 2/3 miętówki rodem z Lublę a Pan Ładny robi prezentacje zgromadzonego na wyprawę sprzętu, przed spaniem wybiegamy jeszcze z Radeckim pod wiatkę bo oczywiście - „gdzie jest mój telefon?”, na dworze chłód jak w psiarni.
W końcu po 1ej zapadamy we wyra.
Last edited by Zły Marcin on Wednesday, 25 July 2012, 19:35, edited 8 times in total.
⚡ ☠ OGNIOMISTRZ ☠ ⚡
CHUJ CI W DUPIE CHODZI!
User avatar
Zły Marcin
Siwy Chuj
Posts: 4180
Joined: Wednesday, 28 March 2012, 13:12
Location: z rynsztoka
Contact:

Re: Izery

Post by Zły Marcin »

21.07
Romek, już bez Iwony, szkoda

Krzątający się od świtu Przemek wespół z atakującym kacem budzą nas k. 7ej.
Długi dzień w drodze przed nami to specjalnie nie marudzimy. Wyszałerowani ale z pustymi brzuchami (tzn.ja mam pełny – pieprzonego bigosu z poprzedniego dnia, którego będę pozbywał się w regularnych turach aż do końca wyjazdu :? ) ruszamyImage w kierunku Wielkiej Izery, pogoda jak drut.

Image

Po niewiele ponad godzince wychodzimy na Halę Izerską, charakterystyczne, piękne miejsce gdzie po lewej wzdłuż lasu pluska sobie Izera a po prawej roztacza się pagórkowata, zielona, bezdrzewna Hala. Cykamy parę focisk,

mijamy pierwsze ruiny chat Gross Isern (czyli jednej z wielu„wsi, której nie ma”), przełazimy przez mostek i odbijamy na prawo do jedynej ocalej z niemieckiej osady, dawnej szkoły – a obecnie Chatki Górzystów.

Image

Mimo że Hala to polski biegun zimna to dziś akurat traktuje nas łagodnie - jest bardzo przyjemnie i rześko (może to zasługa/wina kaca?).
Od razu zamawiamy żelazny zestaw – jajówa, kawa, herbatka (zauważcie że bez piwa :!: :oops: ).

Pan Ładny oczywiście zgodnie z nową świecką, zgórwysyńską tradycją szuka dziury w całym - no po prostu musiał przyjebać się o pomidory których nie ma a jednak są.
Zajadamy ze smakiem,

Image

trochę leniuchujemy, przy schronisku kręci się parę osób, głównie rowerzyści. Przemek nie usiedział… wdał się w kolejną dyskusje, poinformował rowerzystów że my, we trzech odbywamy tęczowy marsz równości.
Kontaktuję się też z Bartkiem który zaczyna operować w okolicy, umawiamy się że będziemy informować o dalszych postępach w drodze
W końcu zbieramy się i wkraczamy na Imagew kierunku Świeradowa – nasz cel Stóg Izerski! Przemek odpala swoje wielkiej mocy gestapowskie kijki i wreszcie wyglądamy jak rasowi turyści, dochodzimy do Drwali na Polanie Izerskiej gdzie w wiacie zerkamy na mapy, popijamy wodę i zauważamy genialny tekst naskrobany markerem na jednej ze ścian
Image
– eh, życie chłoszcze. :lol: :lol: :lol:

Mijają nas rowerzyści z Chatki odkrzykujemy im niech żyje nasz tęczowy marsz!
Z Drwali zmieniamy szlak na odcinek Image GSS'a i zaczynamy wspinać się na Stóg, dróżka zaczyna robić się coraz bardziej stroma, zarośnięta i bagnista. Im bliżej szczytu tym więcej ludzi na szlaku, widać że to wekend a i kolejka gondolowa w zasięgu wzroku. Mijamy nawet grupkę oleśniczan która pozdrawia Przemka (oto cena sławy, w sumie dobrze że nie zapodali jakimś Oleśnica wita wieś, czy coś w ten deseń bo by kijki poszli w ruch).
O 11ej jesteśmy pod górną stacją kolejki, zgiełk, harmider, dzieci we wózkach, rowerzyści, paniusie w klapeczkach… no normalnie STONKA. :evil:
Bierzemy po piwku (Tyskie, upadek cywilizacji zachodniej… :x ) oddychamy trochę. Zaraz też zawijamy się mijając Schronisko PTTK na Stogu naImage przez szczyt w kierunku Czech i Smrka.
Sporo ludzi, ale idzie się bardzo fajnie i gładko, po chwili przepuszczamy czeskiego bicyklistę, który niesie na plecach kolarkę, sapiąc podbiega szlakiem, za moment zasiada na siodełko i dziwnymi zakosami dyma pod górę po błocie i kamieniach. Na Łączniku, siodle pomiędzy Stogiem a Smrkiem stoi sobie wielce zacna wiata graniczna, właściwie chatka. Jest oblepiona jakąś rowerową ekipą, na zewnątrz na podeście śpi sobie też jakiś człenio owinięty folią NRC. Miejsce może i fajne – ale nie w środku lata, w słoneczny wekend gdzie tabun ludzi sunie w te i wewte.
Po ok. godzince wspinamy się na Smrka (1124 m.n.p.m. najwyższy szczyt czeskiej strony G. izerskich).

Image

Na podeście pod wieżą jakiś knedel rozłożył się z kramikiem, sprzedaje słodycze, mapy, kanapeczki oraz bronksy. Wsysamy kiełbę z własnych zapasów, popijamy zakupionym Konradem, dyskusja toczy się wokół rowerzystów czeskich i polskich oraz ich różnic gatunkowych. Na dole wieży dwa fajne pomieszczenia ze stołami i ławami świetnie nadające się na awaryjny nocleg a z samej wieży kapitalny widok, szczególnie na stronę polską, gdzieś też przed nami w dole prawdopodobne miejsce naszego dzikiego noclegu w okolicy Bilego Potoku.
Po tym popasie ruszamy dupy w dół,

Image

stromym zejściem na południe Imageszlakiem.
W tak zwanym międzyczasie dostaje sms od Bartka i Agi że zaczekają na nas na Skritku na krzyżówce żółtego i niebieskiego (problem w tym, że my już nie będziemy szli niebieskim, ale nie zwracamy na to uwagi w ferworze walki z mapą).
Dochodzimy bowiem do Imageszlaku i miejsca gdzie metodą stosowana szeroko w Jesenikach*(patrz wyjazd majowy) postanowiliśmy nadrobić trochę drogi i zejść ze szlaków skrótem(uwaga! Słowo klucz) widniejącym tylko na jednej z map a bardziej nawet: jedynie w naszej wyobraźni.
Przedzieramy się najpierw przez torfowisko, doliną strumienia, potem na wariata (trzymając się wskazań GPS) przez las w dół, aż do zarośniętej starej drogi wzdłuż Hájenego Potoku. Okazuje się że skrót bardzo fajny, udało się uniknąć kleszcza, zadrapań o jeżyny, wessania przez bagno, zwichnięć i tego całego ścierwa dla którego przecież jeździmy w góry – a i można zaliczyć kolejny odkryty przez Zgórwysynów © szlak. Przemek nawet nie zaprotestował, egzamin na zgórwysyna zdany na 5+ :mrgreen:
Złazimy na wielkie głazy do potoku, świetne miejsce na biwak, niestety polanka zachwaszczona i zbyt mało płaskich powierzchni.

Image

Przecieramy dalej szlak przez zarośniętą drogę i wypadamy na mostek zImage szlakiem – na lewo strzałka *NA PALICNIK* a my nie idziemy na Palicnik tylko dalej, w dół w kierunku Bilego Potoku gdzie zaraz przy szlaku mamy spotkać Bartków.
Niestety nie zerknęliśmy na mapę i nie zatrybilismy wcale że oni są właśnie na górze nad nami żółtym w lewo a nie w prawo jak poszliśmy.
Bardzo sympatycznym zejściem z potokiem śmigającym wartko po lewej przełażąc przez parę drewnianych mostków schodzimy do B. Potoku, zdziwieni że po drodze nie napotykamy Agnieszki i Bartka.
W pierwszych chatach (jak tak patrzę na mapę teraz to to była Bartlova Bouda) jakiś wielki festyn, pełno aut, dzieciaków, grill. Postanawiamy iść dalej w poszukiwaniu zacisznej hospody, drepczemy między uroczo odrestaurowanymi/zachowanymi chateńkami i tak brniemy tym żółtym a potem po przejściu mostu na Smedzie i czerwonym.
Idziemy dobrą godzinę, spragnieni, zgrzani i głodni. Okazuje się że pierwsza hospoda znajduje się dopiero w Hejnicach – w następnej miejscowości ostatkiem sił i już bez wielkiej nadziei dobijamy wreszcie do restauracji Dělnický dům, hurra, żyjemy!
Tu oczywiście stały zgórwysyński zestaw – na dzieńdobrywieczów trzy zimne Svijane, potem te nasze zwykłe, żelazne punkty programu: smažený hermelin, hranolky, itp. itd.
Pobiesiadowaliśmy suto, poszła druga kolejka piwerka, zrobiło się późne popołudnie a dupy z ławki odkleić się nie chciało, wokół na obiad zeszli się czesi, biegały dzieciaki, no normalnie sielanka Aż chciało by się zostać i spać w zagródce z małymi koźlętami nieopodal w obórce.

Image

No nic…w końcu zebraliśmy się, ale z bólem, do plecaka jeszcze po dwa Pilsenery na wieczór i ruszyliśmy mostem na drugą stronę rzeki, dalej Image pod górkę do Image w kierunku wznoszących się nad wsią skałek Frýdlantskégo Cimburi i podejścia wzdłuż Černego potoku.

Image

Mimo że godzina już nie młoda, kilometry w nogach to gdyby nie ciążący w żołasie obiad mógłbym jeszcze połazikować, ale widziałem że panowie w pierwszym możliwym miejscu na prawo od szlaku w zakolu strumienia zrzucili bety uznając że może tam przenocujemy. Miejsce faktycznie dobre, ale raz że przy samym szlaku a dwa że dosyć wilgotne i z twardym podłożem.
Wypuściłem się na przeszpiegi ok. 50m dalej w górę szlakiem, wdrapałem na skarpę powyżej i jakąś wydreptaną przez dzikie zające, leśne króliki ściechą po wielkich głazach wlazłem na zbocze góry, gdzie w bukowym lesie pełnym sporych głaziorów, między dwoma kompleksami skał (Posledni Vez i Novorocni Vez) udało się znaleźć parę płaskich miejsc na spanie.
Wróciłem po resztę i po chwili już wszyscy zdyszani staliśmy i patrzyliśmy z góry w kierunku Bilego Potoku i szczytów hen na horyzoncie przed nami.
Potem to już szybko - rozpakowano, my z Radeckim na karimatach, Pan Ładny jak przystało na Pana Ładnego w elegantnym namiociku nieopodal.

Image

Zbiegłem tylko jeszcze na dół do potoku by zażyć uciech zimnej źródlanej wody kojącej trudy dnia w podróży.
Nasza miejscówka miała feler - nie dało się tam rozpalić ogniska – bo było by go widać z połowy Czech. Zalegliśmy więc w barłogu z piwkiem i popijając łychę z piersiowy gadaliśmy o klasycznym niczym napierdalając od niechcenia patolami w nisko przelatujące nietoperze.
Niestety na zachodzie, na horyzoncie dokładnie przed nami poza holywódzkim zachodem słońca pojawiły się też dwa wielkie zajmujące z połowę nieba fronty chmur, co już mogło dać nam do myślenia. Pomimo donośnych odgłosów disca z dołu - po 23ej śpimy jak łasice.
Last edited by Zły Marcin on Wednesday, 25 July 2012, 20:38, edited 7 times in total.
⚡ ☠ OGNIOMISTRZ ☠ ⚡
CHUJ CI W DUPIE CHODZI!
User avatar
Zły Marcin
Siwy Chuj
Posts: 4180
Joined: Wednesday, 28 March 2012, 13:12
Location: z rynsztoka
Contact:

Re: Izery

Post by Zły Marcin »

22.07
Będzie pan zadowolniony

O 1.20 w niedziele budzi mnie kropiący niewinnie deszczyk jednak tylko żartujemy sobie z Radkiem, podśmiechujemy i zasypiamy. W ciągu godziny „deszczyk” przerodził się w skurwiały opad :o , raz słabszy a raz naprawdę mocny.
Wygrzebujemy się ze śpiworów, wyciągamy spod dup płachty przeciwdeszczowe, zawijamy się w nie i udajemy że nic się nie dzieje i można spokojnie spać. I tak przez całą noc, jak zaczyna padać mocniej, przykrywam głowę płachtą, po jakimś czasie śpiwór jest już mokry (na szczęście tylko zewnętrzna powłoka), kiedy pada słabiej odkrywam dyńkę bo padający na płachtę na twarzy deszcz robi na mnie przykre wrażenie :( . W dodatku zaczynam się ślizgać na karimacie więc śpię w jakimś groteskowym przykurczu. Cyrk, kurwa. To zasypiamy to budzimy się, marudząc pod nosem, czujni – bo jak zacznie się porządna ulewa trzeba będzie szybko śmigać z betami gdzieś pod skałę. No i tak do rana.
Przed 7mą wygrzebujemy się z wilgotnego barłogu, w koło podnoszą się mgły, na szczęście nie pada i jest dosyć ciepło… wygląda na to że przeżyliśmy noc w Izerach w deszczu bez namiotów, nie ma co - normalnie kolejny nudny dzień w biurze :mrgreen: , hehe.

Image

Zwijamy biwak i lekko podmoknięci (Radek) i wymięci (Mła) schodzimy do potoku i szlaku. Poranna toaleta, Pan Ładny by utrzymać high level ładności rozebrał się do rosołu i cały wpyrał do potoku* (hej! Bily Potok, jeśli pijecie wodę z tego strumienia – oficjalnie przepraszamy).

Nie ma rady, dalej w górę Image, po pierwszych dwóch zakrętasach szlaku oddycham z ulgą – nie ma tam na szczęście żadnej budy, wiaty ani hotelu z całodobową stacją benzynową, wniosek że nocleg i tak wybraliśmy w najbardziej z optymalnych dostępnych miejsc.
Im wyżej tym większa mgła i wilgotność, kończy się szuter i zaczyna strome, dość wykańczające podejście.
Nie mamy dla siebie litości i po godzince wspinaczki las się rozrzedza wchodzimy pod Frydlanskie Cimburi – tu za to kapitalna łączka na biwak, z dostępem do wody i soczyście zieloną trawką.

Image

Człapiemy do krzyżówki szlaków Nad Cernym Potokiem, wyciągamy mapę i ustalamy co dalej (mapa w pewnym momencie uniesiona podmuchem wiatru śmiga po szlaku, ale nikt nie reaguje za szybko, wszyscy mają tak napięte i bolące mięśnie :D ).
Na Zdarku odbijamy w lewo na Image potem na Image po drzewniannych podestach i przez Sedlo Holubniku (gdzie jest cudowna wręcz wiata na 999 m.n.p.m., wprost idealna do naszych działań… cóż, może następnym razem) wypadamy z lasu do Kristianova.
(Po drodze krystalizuje się ostatecznie idea by olać jeziorka i inne pierdy i ruszyć długim skokiem przez Jizerke do Orla by w nocy wracać już do chaty, no… niech i tak będzie, niech stracę…).
W Kristianovie żaden z domów nie okazał się być schroniskiem, rozłożyliśmy się z piknikiem na ławeczce przy szlaku którym śmigało co rusz pełno rowerzystów.

Image

Radek uruchomił prymusik, zagotowaliśmy wodę na kawkię, herbatkię, chińszczyznę, wydobyliśmy końserwy i chlebek.
Radecki zaczął też wygrzebywać rzeczy ze swojego plecaka, 0.7 Red Bulla i butla keczupu oraz sześć kiełb grillowych z serem, wędzonych (na które ogromnego smaka miał Przemek) rozłożyły nas na łopatki, pomyślałem – zaraz kurwa jak nic: wyciągnie z plecaka zestaw turystycznych krzeseł, basen ogrodowy i dwa dmuchane materace :shock: .
Pojedli, popili czas było uciekać bo zaczęło lać.
Asfaltem (znów, niestety!)Image w dość intensywnym deszczu, w dodatku ustępując co chwilę popierdalającym ostro w dół rowerzystom obeszliśmy od płd. wschodu Cerną Hore i wyszliśmy na krzyżówkę pod torfowiskami Na Cihadle, po drodze mijany dziadek pozdrowił nas i krzyknął „chlopaky w temtej knajpe jest PYVO”, skąd wiedział czego nam trzeba? Dziś już nie dojdziesz…
Przy rezerwacie Na Cihadle krótki postój i sesja foto

Image

(kapitalne miejsce, fajna wieża dopiero co wyremontowana choć do spania niestety nie zdatna, jak nic tam nad bagnami w nocy unoszą się ogniki zwodzące wędrowców w otchłań torfu hehe).

Image

Image dochodzimy w końcu do Knejpy, czyli drewnianej budy na rozstaju gdzie troszku dziwny wysoki, zziębniety typ wyglądający na odludka serwuje grog, piwo i słodycze.
Bierzemy klasycznie po piwerku i dla Przemka Kofolę (Czekole) w wielkim kuble.

Image

Chwile spieramy się czy jest sens i czy stać nas czasowo by wejść na Izerę (1122 m.n.p.m.) gdzie mieliśmy docelowo dziś kimać. Podejmujemy nie jednogłośną decyzje że odpuszczamy szczyt, czego potem żałowałem, bo pewnie dałoby się załatwić górkę szybką akcją.
Image szlakiem, szerokim łukiem od zachodu omijamy Izerę,

Image

po lewej ręce mając w dole huczącą Bilą Smedę a za nią szeroką Vlci louke z bunkrami stojącymi w krzakach oraz stok Smedavskiej Hory.

Image

Meldujemy się w pełnej ludzi i otoczonej parkującymi autami, motorami i rowerami Smedavie. W środku nalewak z wyborem sześciu różnych Staropramenów, biere trzy Lezaki. Uzupełniamy niedobór piwka w organizmie a nad nami wypogadza się na dobre.
Jest 14ta a zostało nam do przejścia 1/3 drogi przewidzianej na dziś, humory dopisują ale w głowie myśl by nie iść już asfaltem…never :!:
Jednak dalej ciśniemy asfaltową niestety szosą na pn zach. w kierunku granicy i Jizerki Image.
Po zerknięciu na mapę i gpsa, zawracamy

Image

parędziesiąt metrów na drogę odbijającą od szlaku w lewo i pod Louką u Studanky wchodzimy na równolegle biegnącą do asfaltu, ale najpierw wybetonowaną charakterystycznymi jak na poligonie płytami a potem szutrową - ściechę rowerową wzdłuż Vlasskyego Hrbetu.
Mimo że to już n-ta godzina na szlaku, idzie się przyjemnie, gadeczka się klei, normalnie bajka.

Image

Po 5 kilosach przesiadamy się na Image, chwilkę pod górę i ze skałek po prawej stronie rozciąga się piękny widok na zbiornik wodny i miasteczko Sous a bardziej po lewej pasmo polskich Karkonoszy (poznalim po przekaźniku na ŚK.).

Image

Schodzimy, dalej trzymając się żółtego, mijamy skrzyżowanie z bunkrem przy szosie (U Bunkru) i od zachodu wchodzimy na wielką łąkę gdzie porozrzucane są domki czeskiej Jizerki pod charakterystycznym wulkanicznym stożkiem Bukovca (niby czesi podają że 1005 m a ja czytałem w polskiej książce jak to usypali metrowy kopiec bo tam było tylko 999m).
Nogi same prowadzą do zajazdu przy szosie

Image

zasiadamy w Panskym Dumie na obiad z piwskiem

Image

a później ruszamy dalej Image w kierunku mostu na Izerze i Orla.
Przekraczamy rzekę po pięknie wyrychtowanym moście i wspinamy się juz naszym, niestety pozacieranym Image szlakiem na górę i pod skałę Granicznik, po 30tu minutach marszu wychodzimy z lasu na zachodnim skraju łąki z Orlem.

Image

Zamawiamy piwko (ja) i herbatki (chlopaky).
Przed schroniskiem ognisko, dzieciarnia gra w piłe, atmosfera sielsko kolonijna. Jeden z nygusów podchodzi przerażony i krzyczy że w plecaku u Przemka ktoś jest bo na zewnątrz wystają (przytroczone) sandały…
Po mału słońce zachodzi za las z którego wyszliśmy i od razu zaczyna być chłodno, cóż, szkoda że to już koniec tym bardziej że zmęczenia nie czuć wcale tak mocno.
Radecki zachęcony atmosferą dojrzewa do zrobienia pożegnalnej połówki z połówki miętówki, którą targał przez całe Izery, dopijamy i ruszamy w powrotną drogę

Image
Image przez Samolot

Image
na Polane Jakuszycką…
Last edited by Zły Marcin on Thursday, 26 July 2012, 09:41, edited 4 times in total.
⚡ ☠ OGNIOMISTRZ ☠ ⚡
CHUJ CI W DUPIE CHODZI!
User avatar
PapaFugacz
Pan Ładny
Posts: 156
Joined: Friday, 13 July 2012, 07:33

Re: Izery 20.07-22.07

Post by PapaFugacz »

Pięknie to Acan opisałeś. Literatura podróżnicza najwyższej próby .
DZIKI KRÓLIK/LEŚNY ZAJĄC
User avatar
Zły Marcin
Siwy Chuj
Posts: 4180
Joined: Wednesday, 28 March 2012, 13:12
Location: z rynsztoka
Contact:

Re: Izery 20.07-22.07

Post by Zły Marcin »

Prawie jakbym tam był z wami... 8-)
⚡ ☠ OGNIOMISTRZ ☠ ⚡
CHUJ CI W DUPIE CHODZI!
Post Reply

Return to “Relacje z wyjazdów (temat otwarty)”