Solówka w Sokolikach - Rudawy Janowickie 15.09.2012

To co udało się zapamiętać z wyjazdów
Post Reply
User avatar
Zły Marcin
Siwy Chuj
Posts: 4180
Joined: Wednesday, 28 March 2012, 13:12
Location: z rynsztoka
Contact:

Solówka w Sokolikach - Rudawy Janowickie 15.09.2012

Post by Zły Marcin »

...sie tworzy w bólach relacja, żona wyjechała to mam cały wieczór dla naszego foruma :mrgreen:
do lodówki idę najpierw


15.09.2012


Żeby uczynić za dość tradycji wrześniowych jednodniówek (2009 z Trzcińska do Janowic i 2011 z Janowic do Janowic :lol: ) postanawiam ruszyć w Rudawy za nic mając fakt że już i w tym roku spędziliśmy tam zgórwysyńsko© parę upojnych wiosennych dni przemierzając w trampkach śnieżne zadymki.
Nie jest lekko mówię wam powstać z martwych w sobotni ciemny poranek o godzinie 5.30 by zdążyć na cholerne REGIO w kierunku Karkonoszy. Zaprowiantowany odpowiednio z naładowanym srajpodem ruszam z odpicowanego pekape 7.09AM by spędzić następnie wesołe prawie trzy godziny przemieszczając się o całe 112 kilometrów w kierunku płd zachodnim. Do pociągu ładuje się ze mną pokaźna grupa emerytów w dżinsowych kurtałach i sportowych butach rodem z targu przy Zielińskiego, ich reise fieber nie specjalnie mi się udziela, ale mam polewkę gdy jeden z dziadków krąży wkoło nich z zeszytem w kratkę służącym za listę obecności na „wyrypie”. Geriatria wysiada we Wałbrzychu, w sumie też bym z nimi wyskoczył bo już nudno a tu jeszcze dobra godzinka do celu. Szczęśliwie za oknem przetarło się lekko to i na widoki dalekie są widoki.
Pomysł mam taki – znam już do bólu trasy z San Fran Trzcińska (po drodze mijając stacje pekape przecieram oczy ze zdziwienia – odpicowana normalnie jak szczur na otwarcie kanału – piękny nowy peron że aż strach wysiadać! A jeszcze ze trzy lata temu odlewałem się tam na tory jak pociąg nawet nie zdążył odjechać) a z Janowic z kolei mi nie po kolei (trasę znam jeszcze lepiej) chciałbym zakończyć spacerek zgodnie ze świecką tradycją właśnie u około dworcowej Mammarosy na piwerku i jakoś tak głupio wysiąść mi z pociągu i od razu iść do baru no…
Padło więc na Wojanów, dużo dalej na zachód nie jest a można sobie pociągiem przez tunel przejechać (tiaa, zajebista atrakcja, prawda?)
10.01 punktualnie jak śmierć wytaczam się na peron w Wojanowie (wysiadam tylko ja, co w sumie pocieszające bo nie będę musiał ścigać się z nikim „- kto pierwszy do tej dużej góry”). Zapinam co jest do pozapinania, napinam się i ruszam Image (Szlakiem Zamków Piastowskich) najpierw asfaltem w kierunku południowym (zastanawiam się czy ja do kurwy nędzy idę aby w dobrym kierunku – w pewnym momencie Sokoliki mam nawet za plecami – ale nie będę przecież wyciągał mapy jak jakiś amator) po 20tu minutach (i przerwie na moszcz) bez oznakowań szlaku - wyrzuca mnie na krzyżówkę pod pałacem w Wojanowie, wiem już gdzie jestem, w lipcu przejeżdżaliśmy tędy jadąc objazdem w Izery - kiedy wypłukało most pod Jelonką.
Szlakowskaz pokazuje w lewo, na zachód, pałac zajebisty jak z Dynastii, ale to nie mój klimat nie ma nawet jak ognia podłożyć… ruszam przez wioskę po drodze mijając słup ogłoszeniowy z przypiętą anatemą rzuconą na księdza z Karpnik z którego polewałem jeszcze wczoraj w rozmowie z Radeckim…eh ci górale…

...Zaraz…w gardle mi zaschło (nie wtedy, TERAZ mi zaschło :D )

gulg, gulg...no dobra...


Pogoda ładna, Wojanów ładny, idzie się nieźle ale przydałoby się sklepiszcze żeby uzupełnić ewentualne PEWNE przyszłe braki w płynie do balsamowania zwłok. Poszukiwania sklepu zaprowadziły mnie (nie uwierzycie!) pod bramę XV wiecznego kościoła, do środka to już bałem się zaglądnąć ale wystawione przed – kamienne epitafia Seydlitzów i Schaffgotschów KAPITALNE, warto zboczyć z drogi żeby tylko je zobaczyć!
Image
W pewnym momencie Image zaczyna biec wzdłuż Bobru i gdy już widzę most przez rzekę przy charakterystycznym przysłupowym domiszczu w Bobrowie dostrzegam obiecujący wielki napis MINI MARKET hell yeah! owszem to jest to! Szybko robię zapasik, jakiś zmęczony piątkowym wieczorem jegomość ustępuje mi miejsca w kolejce nawet, hehe (słabieńki wybór piwerka, ale wędliny spoczko) i prygam przez most na drugą stronę Bobru.
Aleją dochodzę do bramy zdobionej we lwy, to remontowany pałac (kiedyś sfajczony przez husytów zamek Boberstein) w którym w drugiej połowie lat 30ych mieściła się szkółka SA ("Król Olch" i J.Malkovich, anyone :roll: ??) a po wojnie za nowych panów - tradycyjnie PeGeeR.
Brama zamknięta, idę wzdłuż murów skrótem przez łąkę gdzie oczywiście ładuje się w taplary i od tego czasu moją trasę znaczy poza zwykłym smrodem – duszący zapach szuwarów… Ani w Wojanowie ani w Bobrowie nie zauważam po drodze żadnej oferty wynajmu pokoi czy agroturystyki, słabo
Zaraz za zamkiem (niezły widok na Karkonosze i Śnieżkę w oddali) w lewo Image odbija przez ostatnie domostwa, wchodzi do lasu i łagodnie zaczyna się wspinać. Pojawiają się chmurki i zaczyna mocniej zawiewać. W głowie po mału odtwarzam sobie dalszą trasę, odległości i czas potrzebny do przejścia, wychodzi że nie ma sensu znów (tysięczny raz) pchać się ani na Krzyżną Górę ani na Sokoliki tylko jeśli chce zjeść spokojnie drugie śniadanko trzeba cisnąć od razu do Szwajcarki. Po ostrym podejściu wychodzę na ścieżkę gdzie dobija Image na Sokoliki i za chwile jestem na Przełączce (525npm) gdzie dochodzi z kolei Image z Trzcińska, pojawiają się pierwsi plecakowicze, wdrapuje się za nimi na Husyckie Skały, cykam foty w kierunku Sokolika w oddali po lewej widać zabudowania Mysłakowic, robi się jeszcze chłodniej.
Image
Schodzę zaraz doSzwajcarki (przypominając sobie jak kiedyś w nocy za obietnicę łyka wódy poszliśmy bez latarki na Husyckie, heheh).
W jedynym działającym w całych Rudawach Janowickich schronisku zamawiam parząchę i ukradkiem widzę wystawioną skrzynke pełną flaszy po Skalakach – to się chwali! Biorę kawę (5 zeta) i wychodzę na zewnątrz bo w środku jak zwykle przygnębiające uczucie... coś jest w tych opowieściach jak to onegdaj za niemca właściciele schroniska topili gości w szambie...

Południe wybija, niebo się zaciąga, katuje na ławce przed schroniskiem tą swoją kawę, bułę z mielonką (przygotowałem tradycyjny zestaw już na chacie – żeby nie przedłużać, nie?) dopycham kiełbą i red bullem. Na łące/parkingu w dole przybywa aut.
Image
Pokrzepion zbiegam Image długodystansowym E-3 w stronę przełęczy Karpnickiej na której pełno aut i wiary ( a jak byłem 1go września 2009 to ani pół auta, nawet sobie wtedy piwerko zrobiłem we wiacie ciecia parkingowego). Mijam ich szybko i napieram dalej, za chwile najbardziej znienawidzony zawsze odcinek – stromy szuter do Rozdroża Pod Jańską Górą
Image
Tam cykam sobie jakąś słitaśną focię, Image i Image uciekają w kierunku Bolczowa a ja w prawo w las pod górkę, omijam Rylec (zawsze mnie zastanawia kto, kurwa te nazwy im powymyślał?) i zasuwam w kierunku głównego punktu wycieczki – Starościńskich Skał. Droga zaraz się wypłaszcza z lewej stok pokryty buczyną po prawej sośnina dla urozmaicenia.
W połowie odcinka spotykam odbicie Image w dół do Strużnicy na którym ktoś wyrył info że sch. Sokolik nieczynne od liścia 2011, pięknie… to teraz jak w Rudawy to tylko spać we wiatach, albo po krzakach… inaczej nie idzie.
Jest takie fajne miejsce przed Starościńskimi gdy szlak zaczyna zasuwać w lewo ostro po kamiennych płytach pod górę odłącza się od niego polna dróżka gdzie po przejściu może 20tu metrów odsłania się zacny widok na Karki,
Śnieżkę, Strużnicę i Kowary w oddali, nie omieszkałem i tym razem sobie tam stanąć… wysyłam pierwszego Mmsa podkurwiacza do niektórych forumowiczów :lol:
Image
Wracam na szlak i wspinam się ścieżynką pomiędzy kamieniami na Lwią Górę (718 npm).


Starościnskie Skały(719 npm) witają mnie wiatrem i chmurami, za to z przyjemnością zauważam że jestem tu o dziwo sam...
To kapitalne miejsce na biwak, nie wiem czy nie lepsze niż Bolczów (tu husyci nic nie sfajczyli, za to udało się już współczesnym - zajumać dwa wielkie XIXto wieczne żeliwne lwy i odkuć mosiężne litery z napisu Mariannenfels).
Image
Labirynt skałek i wąskich ścieżek, kamienne schodki na Lwią Górę, widok na Sokoliki i Góry Kaczawskie z jednej strony i Wzgórza Łomnickie i Karpnickie z drugiej, panorama Karkonoszy i Rudawski park Krajobrazowy z grzbietami Skalnika i Wołka, formy zwietrzeniowe, skalne misy wypełnione jebiącą kijanką wodą...no sam miód i orzeszki... i nie określiłbym tego skalnym miastem bo to od razu inne jakieś skojarzenia przywołuje nie pasujące akurat wcale do tego miejsca.
No dobrze my tu gadu tego owego, zrobiła 13.30, otwieram PIERWSZE PIWO W TYM TYGODNIU (medal powinniście mi przyznać!), poprawiam oczywiście miętówką.
Image
Od Karkonoszy nisko ciągną chmury, na punkcie widokowym miota mną jak szatan, w dodatku nie mogę się rozsiąść bo połowe miejsca zajmuje oczko wodne pełne mętnej żabianki ale i tak wytrzymuje z pół godzinki, po prostu popijam piwerko i patrzę na (i za ) horyzont, śmiejąc się w duchu z siebie że zastanawiałem się rano czy czasem do cna nie ochujałem i czy warto tłuc się pociągiem tyle czasu żeby te parę kilometrów zrobić w miejscu które i tak znam jak własną kieszeń
cóż...WARTO!
Image

W końcu złażę na dół, kręcę się między skałami, niebo jest już w połowie granatowe, ale jakoś już nie robi to na mnie wrażenia, dopijam bronka i schodzę pod skały w dół przez las.
Rychło w czas – bo mijam pokaźna grupę piechurów, dochodzę do leśnej przecinki, gdzieś nieopodal słychać pilarzy którzy robią swoją robotę mimo soboty… las żyje.
Image
Wspinam się pod Piec, omijam Skalny Most gdzie w zeszłym roku z teściem zamiast pić piwo i szwędać się po szlaku - zbieraliśmy grzyby jak ci wariaci wchodzę w Dolinę Janówki.
Przy potoku na ławce siedzi sobie państwo z pieskiem, zauważam że gość ma tytanową protezę całej nogi, duży szacun że dotarł tu i że w ogóle mu się chciało. Płucze gębę w Janówce, doprowadzam też do porządku nachy i pozbywam się zapachu szuwarów z Bobrowa. Dalej w prawo, na południe leśną drogą dzieląca gminy Mysłakowice od Janowic Wielkich, Janówka zachęcająco szumi, zaczynam myśleć o kolejnym piwerku.
Ten odcinek nie jest za ciekawy, ot zwykła dość męcząca droga przez las pod górę – ale dopinguje mnie pewien drobny fakt. ZACZEŁO LAĆ, hehe.
Chwilę stoję pod drzewem, nie chce mi się nawet wydobywać ciuchów z plecaka, po chwili ruszam i zza zakrętu wypada na mnie wielki spych, mija w pędzie jadąc w dół… no ładnie
Na Polanie Mniszkowskiej schodzę z drogi do Mniszkowa w prawo na Image w kierunku Wołka, jak szliśmy tędy w marcu po mału pojawiał się nawet śnieg, teraz przestało na szczęście padać, wymijam i pozdrawiam ekipę robotników leśnych siedzących przy ognisku i czekających pewnie na transport do chaty, na obiad i piwko…
Właśnie! Najwyższy czas, na polanie schodzę ze szlaku idącego na Wołek w dół, mijam zarośnięte ruiny poniemieckich gospodarstw, parę zdziczałych drzewek owocowych, przeskakuje przez zarośnięty zielskiem potok i na jednej z polanek wyciągam piwko i resztki kiełby. Taaa, to w tym zdaje się miejscu byliśmy ponad 20 lat temu na obozie przez dwa tygodnie, nie zmieniło się tak dużo. Popijam wspominam, brne przez trawy wysokie prawie do pasa i mokre jak sam…wiecie kto. ;)
Zerkam na zegarek i właściwie nie wiem czy mam dużo czasu czy mało, jeśli chce zdążyć na pociąg na który mam kasę (bo wiem ile kosztuje a w Janowicach nie ma ani bankomatu w zasięgu mojej trasy ani kasy na dworcu) to jest cienko – jeśli chce zdążyć na ostatni pociąg do Wrocka to spoko, ale nie wiem czy nie będę musiał wysiąść w jakichś piździ Kątach czy gdzie kurwa tam bo mi kasy nie starczy.
FUKKK!

Pierwszy raz dobywam mapy, przy okazji dobywam też piwerka z plecaka...rozkładam się pod rolosami z siana na łące, zerkam na mapę i choć wiem gdzie jestem bez niej to na niej już kompletnie nie mogę się odnaleźć...nie jest dobrze :?
Sączę jednak to piwko, spozieram na rozpogadzające się wieczorne już w sumie niebo i zachęcające pasmo Gór Lisich a za nimi Masyw Wielkiej Kopy wokół której chodziliśmy niedawno jak ci debile przecież.
W końcu pisze do Radeckiego żeby w razie czego złego - usypał mi kurhan nad jeziorem i zaczynam wędrówkę po polach w dół ku wsiom.
Image
Za chwilkę pojawia się oznaczenie Image szlaku rowerowego...co tam... może być w sumie i rowerowy, wchodze z asfaltem do Mniszkowa. Cały czas w dół, mijam gospodarstwa gdzie w sobotni wieczór niewiele się dzieje, ludzie gdzieś tam grilują, suszy się pranie, nawet psy specjalnie mnie nie obszczekują musi z rozleniwienia pewnie. Nie sprawdzam już mapy (wiem gdzie jestem wszak) ani czasu (bo i po co?) mijam gdzieś krzyż pokutny (żałuje że nie zauważyłem, myślałem że będzie gdzieś bliżej przy drodze a on chyba stoi sobie w polu jednak) i dochodze do wsi której nie ma, do Miedzianki. Książki o niej nie zamierzam specjalnie polecać, kto ciekawy i tak wie o co chodzi. Miejsce faktycznie osobliwe, pagórki i zaorane łąki z dziwnymi kępami drzew po środku, znam takie miejsca przecież i z okolic Jodłowic (tam przecież kolejna wieś której nie ma Vogtwalde)...pusto i głucho, lasy i łąki i tylko w tle CycenGebirgen - Sokoliki, tak sobie rozmyślając nawet nie wiem kiedy wychodzę na aleję prowadzącą do pekape w Janowicach, sprawdzam czas i proszę! 40i minut do pociągu, kroki swe kieruje oczywiście niezawodnie do Mammarosy, gdzie u Szefa zamawiam ciemnego, lanego Skalaka oraz dowiaduje sie że goudy nie dostane nawet 50tki bo: - "wie pan, tu mnie na koncesje to nie stać, tu wszyscy swoje po krzakach wypija a przychodza tylko na telweizor i piwo."
Szkoda, chwali się że klimat pozostał a i piwa dwa rodzaje, w ogródku obszczekuje mnie jakis Bryś który zaczyna się ślinić na widok moich kabanosów. Wsysam bronksa i uciekam na pociąg.

Ok. 20 klocków w 6h na lajcie z licznymi przerwami, przygód mało, warunki atmosferyczne w sumie znośne jak na porę roku, widoki nie zapomniane, podróż - 6h (w drodze powrotnej odmienne stany świadomości w pociągu, jakieś skurcze, bóle, majaki cuda generalnie - pewnie mielonka była ZA świeża 8-) ).
Polecam, w przyszłym roku też z chęcią wrześniowo "poRudawuje"
FIN

ed
na prośbę Radka jeszcze tylko drobna korekta i informacja o płynie do balsamowania zwłok:
poszedł jeden Bracki Porter, dwa razy Krakonoš Světlý Ležák 12°, jeden lany ciemny Rohozec Skalak, 200ml lubelskiej Miętówki z limonką
:lol:

Jeszcze tylko raz podkreślę - Rudawy mają na prawdę fatalną bazę noclegową, poza Szwajcarką nie działa żadne inne schronisko, Czartak to okrutny żart, jakieś agro w zasadzie to tylko w Trzcińsku ewentualnie w Janowicach...jest jeszcze do potestowania teń cały Piaskowy Koń w Mniszkowie i to...w zasadzie już wszystko, straszna bieda :(
Last edited by Zły Marcin on Thursday, 27 September 2012, 08:10, edited 9 times in total.
⚡ ☠ OGNIOMISTRZ ☠ ⚡
CHUJ CI W DUPIE CHODZI!
User avatar
Radecki
Tadziu
Posts: 1345
Joined: Wednesday, 28 March 2012, 12:59

Re: Solówka w Sokolikach - Rudawy Janowickie 15.09.2012

Post by Radecki »

Zły Marcin wrote:...sie tworzy w bólach relacja, żona wyjechała
Aż strach pomyśleć co Marcin by napisał jakby Aśka wyjechała na tydzień :)
Zły Marcin wrote:– ale dopinguje mnie pewien drobny fakt. ZACZEŁO LAĆ, hehe.
no to wreszcie wszystko się wyjaśniło !! to TY ściągasz ten desz na nasze wyprawy !!!
Zły Marcin wrote:Pierwszy raz dobywam mapy, przy okazji dobywam też piwerka z plecaka...rozkładam się pod rolosami z siana na łące, zerkam na mapę i choć wiem gdzie jestem bez niej to na niej już kompletnie nie mogę się odnaleźć..
Pewnie byłoby lepiej jakbyś miał dobrą mapę :)

Zacna wyprawa :) widać, że i samemu można pojechać, tylko tak samemu pić? :) trzeba się zebrać i coś zaplanować nowego bo mi smaka narobiłeś
Spać Pojeby
User avatar
Radecki
Tadziu
Posts: 1345
Joined: Wednesday, 28 March 2012, 12:59

Re: Solówka w Sokolikach - Rudawy Janowickie 15.09.2012

Post by Radecki »

No i zdjęcia Marcina z wyprawy:) http://sylwiamucha.pl/samotnosc
Spać Pojeby
User avatar
Zły Marcin
Siwy Chuj
Posts: 4180
Joined: Wednesday, 28 March 2012, 13:12
Location: z rynsztoka
Contact:

Re: Solówka w Sokolikach - Rudawy Janowickie 15.09.2012

Post by Zły Marcin »

Bardzo ładne, normalnie jakbym tam był...
⚡ ☠ OGNIOMISTRZ ☠ ⚡
CHUJ CI W DUPIE CHODZI!
User avatar
Zły Marcin
Siwy Chuj
Posts: 4180
Joined: Wednesday, 28 March 2012, 13:12
Location: z rynsztoka
Contact:

Re: Solówka w Sokolikach - Rudawy Janowickie 15.09.2012

Post by Zły Marcin »

do tego jeszcze obraz z dźwiękiem i można zamknąć temat

Rudawy, wrzesień 2012
⚡ ☠ OGNIOMISTRZ ☠ ⚡
CHUJ CI W DUPIE CHODZI!
User avatar
miszczu
następnym razem na pewno jadę
Posts: 71
Joined: Thursday, 29 March 2012, 18:51

Re: Solówka w Sokolikach - Rudawy Janowickie 15.09.2012

Post by miszczu »

Słucham Anathemy (koncert w Katowicach niezły, choć sama knajpa (Mega Club) fatalna, zdecydowanie nie polecam, ścisk, smród, gorąc - Hell jednym słowem) i od razu wspomnienia powracają (na sentymenta mię wzięło) - Anathema towarzyszyła nam kilkukrotnie przy tatrzańskich rajdach. Ależ bym sobie pobrykał po górach, echh .. ;-)
Po raz kolejny - szacunek wielki za opis i chęci :-)
nie ma to tamto, wszyscy kłamiecie, ja jeno prawdę Wam powiem padalce!
User avatar
Zły Marcin
Siwy Chuj
Posts: 4180
Joined: Wednesday, 28 March 2012, 13:12
Location: z rynsztoka
Contact:

Re: Solówka w Sokolikach - Rudawy Janowickie 15.09.2012

Post by Zły Marcin »

no Mega Klub to straszna kopa, gorszy jest już chyba tylko wrocławski Madness
a tak mi świta że my to kiedyś na Antenie byliśmy razem nie? po Natural Disaster chyba...

ed
a jak! nawet biletona mam jeszcze, ha! na Odyna ...2004r :?
Image

a co do wyjazdu...jak komu to frajdę sprawia to i wszystko sieknie w kąt - żeby choć przez te parę godzin się powłóczyć...byle zdrowia starczyło
⚡ ☠ OGNIOMISTRZ ☠ ⚡
CHUJ CI W DUPIE CHODZI!
User avatar
miszczu
następnym razem na pewno jadę
Posts: 71
Joined: Thursday, 29 March 2012, 18:51

Re: Solówka w Sokolikach - Rudawy Janowickie 15.09.2012

Post by miszczu »

a bylim my na koncercie w "W-Z", dziw trzyma do dziś, że ta raczej dychowa knajpa zorganizowała taki koncert :-) Ale że bilecior masz jeszcze - tu mnie zaskoczyłeś :-)
Tak, Madness speluna jak się zowie, swego czasu bywało się często, bo i bliżej być nie mogło, piwo tanie, a i sympatycznej muzyczki można było posłuchać. Chodziły słuchy, że i w mordę za darmochę można było dostać i podzielić się z bliźnimi komórką lub kasiurą, choć zdaje się to banialuki tylko były - zawsze trafiałem na dobrych złych ludzi ;-)

Widzę dogadzasz sobie, piweczko, książeczka, ajcośtam :-) Natural Dyzaster - dziś w ramach sentymentalnych wojaży w przeszłość też posłuchaliśmy, mnie tam się podobowywuje :-)

To co, 20-21.10 - kierunek Śnieżnik? Zgodę dostałem, więc się zapisuję :-)
nie ma to tamto, wszyscy kłamiecie, ja jeno prawdę Wam powiem padalce!
User avatar
Zły Marcin
Siwy Chuj
Posts: 4180
Joined: Wednesday, 28 March 2012, 13:12
Location: z rynsztoka
Contact:

Re: Solówka w Sokolikach - Rudawy Janowickie 15.09.2012

Post by Zły Marcin »

święty panie, ale mamy skład! :D
pięknie!
miszczu wrote:Widzę dogadzasz sobie, piweczko, książeczka, ajcośtam
co chcesz...niedziela, żena pisze publikacje a ja we fotelu jak Lord z kniżką i piwerkiem ;)
⚡ ☠ OGNIOMISTRZ ☠ ⚡
CHUJ CI W DUPIE CHODZI!
User avatar
miszczu
następnym razem na pewno jadę
Posts: 71
Joined: Thursday, 29 March 2012, 18:51

Re: Solówka w Sokolikach - Rudawy Janowickie 15.09.2012

Post by miszczu »

słusznie słusznie, popieram. U mnie podobnie, tyle że piweczko zastąpione kawuchą, w ilościach hurtowych ;-)
nie ma to tamto, wszyscy kłamiecie, ja jeno prawdę Wam powiem padalce!
Post Reply

Return to “Relacje z wyjazdów (temat otwarty)”